Krok naprzód

Nie wytrzymałam już w końcu i poprosiłam o kolegę z pracy, by przekazał R. mój nr. Dziś nie było R. w pracy. Jutro jest piątek i jeśli dziś go nie było to być może jutro go też nie będzie. Do poniedziałku ten znajomy pewnie zapomni o przekazaniu numeru.
Co zamierzam?
Nie umiem wybrać pomiędzy tym a tym, no po prostu nie umiem.
Już prawie miesiąc się kończy, miesiąc od kiedy go nie mam obok i od kiedy próbuję o nim zapomnieć. I nie udało mi się. Męczę się, bardzo za nim tęsknię.  Jak jeszcze miesiąc mam siedzieć w tej innej siedzibie to zwariuję bez niego...
Ale nie potrafię z męża zrezygnować, bez męża jestem zerem, bez niego nic nie znaczę, bez M. by mnie na świecie już pewnie nie było, sama jestem zerem, sama nie załatwię spraw,  sama nie poradzę sobie z dziećmi. Rozstanę się z M. i co dalej? Jestem z nim 8 lat, wszystko sami zbudowaliśmy, z przeciwnościami losu, ale się udało, i co? będę z R. a prawie go nie znam, coś nam nie wyjdzie i zostanę z niczym. Sama nie jestem w stanie funkcjonować, muszę mieć kogoś przy sobie by istnieć. 
Kocham M. ale ta miłość wygasa, ale wiem że on mnie bardzo kocha. Zostawiłabym go i by się załamał i znalazłby się w szpitalu, może psychoza czy katatonia by wróciła przeze mnie, może depresja, może by chciał się zabić. Ja jestem mu bardzo potrzebna, on też mi jest, bez niego bym nie funkcjonowała. Zostałabym sama z dziećmi i nie dałabym rady, i zabraliby do domu dziecka. Albo by nas podzielili, ja z jednym, on z drugim, na mazurach u rodziny, bo tu samemu nie stać by go było na wynajem.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio mi kupił kwiaty, nie pamietam, nawet nie mamy czasu by porozmawiać ze sobą, ciągle tylko dzieci i praca i kłopoty zdrowotne i finansowe i ciągle to samo, nie mamy nawet 5 minut dla siebie. A jeśli mamy to jesteśmy tak padnieci że nie dajemy rady. Nie chcę tak żyć, nie jestem szczęśliwa.
Ale nie potrafię zburzyć tej relacji, co by to dało, zaraz pewnie spotkalibyśmy się w psychiatryku na oddziale niedoszłych samobójców.
Ale o R. nie umiem zapomnieć, gdy o nim myślę, gdy sobie go wyobrażam, dostaję więcej sił, wpadam w hipomanię, działa to na mnie jak narkotyk.
Co będzie dalej?
Dałam koledze numer, ma mu przekazać, co nie znaczy, że R. będzie chciał do mnie napisać, albo, że R. jutro nie będzie w pracy. Jak nie będzie to później nie mam co liczyć, to znajomy do poniedziałku zapomni a ja mu nie będę przypominać.
Jeśli jednak da mu nr i R. się odezwie to nie wiem czy uda mi się o tym wszystkim z nim porozmawiać, wyjaśnić sobie rzeczy, jeśli uzna że nie chce mieć ze mną kontaktu to do czasu mojego powrotu do pracy ochlonie i atmosfera nie będzie taka napięta niż gdybym  z nim rozmawiała on by się do mnie zniechęcił a następnego dnia bym musiała przyjść do pracy. A jeśli atmosfera w pracy byłaby nie do zniesienia to bym miała okazję zrezygnować z tej pracy i być dalej od niego.
Jeśli natomiast uda mi się z nim porozmawiać tak jakbym chciała, to miałabym cichą nadzieję na coś więcej. Taki mały cichy romans. Tak sobie to wyobrażam w moich fantazjach. Że czuję się kochana, nie tylko, że ktoś mnie potrzebuje. Mogłabym się spotykać z nim za plecami M. ale na tyle rzadko, by nie zaniedbać dzieci. Syn mnie teraz bardzo potrzebuje, a ja resztkami sił mu pomagam, gdyby był R. to bym dostała napędu do działania tej całej hipomanii...
Ale to tylko moje najśmielsze oczekiwania. A będzie pewnie tak, że R. nie będzie jutro w pracy i będę umierać do poniedziałku do czasu żeby mu dał numer ale i tak pewnie on zapomni a ja nie będę miała siły by mu przypomnieć.
Albo będzie tak, że owszem pogadamy, ale to się na takiej luźnej rozmowie zakończy bo nie będę miała odwagi poruszyć tematu o uczuciach
Albo kolejna opcja, że uzna że jestem pierdolnięta, że mam dzieci i męża i że się do niego przystawiam i będę miała piekło w pracy.
Innej opcji nie widzę.
Świat jest zbyt szary, zbyt skomplikowany na to by być szczęśliwym i by inni wokół Ciebie też byli szczęśliwi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozmowa ze sztuczną inteligencją

Psychoterapia

Ukochany Mikuś