Urojenie?
Dziś miałam koszmarny dzień w pracy. Bardzo źle się czułam, miałam nawet myśli samobójcze. Leczę się od kilkunastu lat na depresję, ale już dawno nie miałam myśli "s".
On dziś od początku mnie ignorować, może to nie była ignorancja, może to tylko w mojej głowie się to wszystko uroiło. Może rzeczywiście musiał dziś pracować w odległym od miejscu od mojego i to nie było specjalne, że dziś prawie w ogóle się nie widzieliśmy. Tak czy inaczej cholernie się czułam z tego powodu, a także z innych powodów.
W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że być może to wszystko było tylko moim urojeniem. Że być może on nigdy nie czuł nic więcej do mnie niż to, że mnie lubił jak koleżankę z pracy. Być może on się do każdego uśmiecha jak ktoś przechodzi obok niego. Ale patrzenie w oczy... już sama nie wiem co mam myśleć... Może ja tylko się w nim zauroczyłam i potem dopowiedziałam sobie resztę. Bo tak naprawdę już od bardzo dawna pragnęłam by ktoś oprócz mojego męża zwrócił na mnie uwagę. Chodzi o to, że od czasu urodzin dzieci stałam się bardzo nieatrakcyjna. Obwisły brzuch po dwóch ciążach, po za tym od kiedy zaczęłam chorować na niedoczynność tarczycy koszmarnie przytyłam, plus leki które też mogą powodować tycie. Mam również blizny na całym ciele od zachowań obsesyjno-kompulsywnych. Gdzie taki szczupły chłopak zwrociłby na taką grubą świnie uwagę...
To nie chodziło o to, że chciałam mieć od grona adoratorów będąc w związku małżeńskim małżeńskim. Chodzi o to, że już od dawna czuję się jak prawie najbrzydsza dziewczyna z całego świata. A nie wierzyłam w zapewnienia męża, że jestem ładna i że jest mu się podobam. Więc myślałam sobie, że gdybym się komuś spodobała to by znaczyło, że nie jestem jeszcze taka tragicznie brzydka, że komuś mogę się podobać taka jaka jestem teraz, a nie tylko wtedy, gdy byłam przed ciążami i byłam o dużo wiele chudsza.
Tak więc po tym jak zauroczyłam się w R. zaczęłam źle interpretować jego zachowania w stosunku do mnie tak by móc myśleć że mogę się komuś jeszcze podobać, że jestem choć trochę atrakcyjna.
I to mnie zaprowadziło w ślepą uliczkę. Przy której moje małżeństwo było zagrożone. Teraz wiem, że oprócz moje męża, który zna mnie z czasów gdy byłam dużo chudsza, nikomu innemu się nie podobam, znaczy, że jestem brzydka, ciut adniejsza gdy się pomaluję i to wszystko. I to cholernie boli, dlatego chciałam wierzyć, że się komu jeszcze podobam, by poczuć się ładniejsza.
On dziś od początku mnie ignorować, może to nie była ignorancja, może to tylko w mojej głowie się to wszystko uroiło. Może rzeczywiście musiał dziś pracować w odległym od miejscu od mojego i to nie było specjalne, że dziś prawie w ogóle się nie widzieliśmy. Tak czy inaczej cholernie się czułam z tego powodu, a także z innych powodów.
W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że być może to wszystko było tylko moim urojeniem. Że być może on nigdy nie czuł nic więcej do mnie niż to, że mnie lubił jak koleżankę z pracy. Być może on się do każdego uśmiecha jak ktoś przechodzi obok niego. Ale patrzenie w oczy... już sama nie wiem co mam myśleć... Może ja tylko się w nim zauroczyłam i potem dopowiedziałam sobie resztę. Bo tak naprawdę już od bardzo dawna pragnęłam by ktoś oprócz mojego męża zwrócił na mnie uwagę. Chodzi o to, że od czasu urodzin dzieci stałam się bardzo nieatrakcyjna. Obwisły brzuch po dwóch ciążach, po za tym od kiedy zaczęłam chorować na niedoczynność tarczycy koszmarnie przytyłam, plus leki które też mogą powodować tycie. Mam również blizny na całym ciele od zachowań obsesyjno-kompulsywnych. Gdzie taki szczupły chłopak zwrociłby na taką grubą świnie uwagę...
To nie chodziło o to, że chciałam mieć od grona adoratorów będąc w związku małżeńskim małżeńskim. Chodzi o to, że już od dawna czuję się jak prawie najbrzydsza dziewczyna z całego świata. A nie wierzyłam w zapewnienia męża, że jestem ładna i że jest mu się podobam. Więc myślałam sobie, że gdybym się komuś spodobała to by znaczyło, że nie jestem jeszcze taka tragicznie brzydka, że komuś mogę się podobać taka jaka jestem teraz, a nie tylko wtedy, gdy byłam przed ciążami i byłam o dużo wiele chudsza.
Tak więc po tym jak zauroczyłam się w R. zaczęłam źle interpretować jego zachowania w stosunku do mnie tak by móc myśleć że mogę się komuś jeszcze podobać, że jestem choć trochę atrakcyjna.
I to mnie zaprowadziło w ślepą uliczkę. Przy której moje małżeństwo było zagrożone. Teraz wiem, że oprócz moje męża, który zna mnie z czasów gdy byłam dużo chudsza, nikomu innemu się nie podobam, znaczy, że jestem brzydka, ciut adniejsza gdy się pomaluję i to wszystko. I to cholernie boli, dlatego chciałam wierzyć, że się komu jeszcze podobam, by poczuć się ładniejsza.
Też o sobie tak myślałam, cieszyłam się na myśl, że mogę się komuś podobać. Teraz nie obchodzi mnie już wygląd w takim stopniu, ktoś mnie zna od dawna i kocha i Ty masz tak samo. Nie skupiaj się na tym, że wyglądasz grubo i że źle się z tym czujesz, wg mnie, tak szczerze mówiąc, możesz to zmienić i nie wygląd jest tu priorytetem a zdrowie. Mój chłopak bardzo utył i mimo, że kocham go tak samo to wolałabym i namawiam go, żeby zrzucił trochę tych kilogramów. Dla zdrowia. Jestem gotowa mu pomóc, przejść na dietę i więcej się ruszać razem z nim. Mam nadzieję, że starczy nam motywacji i że Ty także zadbasz o siebie. Nie drap buzi, nie tnij się, spróbuj więcej się ruszać, może basen, chętnie pójde z Tobą, koniec fast food itd. Z innym wyglądem, takim niepodrapanym i szczuplejszym przyjdzie także lepsze samopoczucie i forma, najważniejszym jest jednak zredukowanie zagrożenia cukrzycą, zatorem, zawałem itd. Nie jesteś grubą świnią. Jesteś fajną ładną kobietą, która ukrywa się pod pewnym nagromadzonym ciężarem, mając dom na głowie i problemy psychiczne, nie mogąc znaleźć ujścia, dołujesz się i nie dziwne, że nie masz siły by o siebie bardziej zadbać. Robię tak samo. Gdy hulałam w Irlandii i zaczęłam chudnąć dzięki byciu w ruchu (nie miałam żadnej diety) schudłam bardzo i pierwszy raz w życiu poczułam, że nie mam kompleksów, że dobrze się czuję. Potem nadeszły ciężkie dla psychiki czasy i leki, nie dbałam o siebie, nie ruszałam się i BAM 20kg w górę. Znowu poczułam się jak świnka, ale po pewnym czasie doszłam do wniosku, że skoro on nadal mnie kocha to tu nie chodzi o wygląd. Chodzi o to, żeby się dobrze czuć. Chciałabym dać Ci trochę energii, odciążyć jakoś, żebyś miała energię i czas dla siebie, dla własnego zdrowia i dalszego, mam nadzieję długiego i weselszego życia. Pozdrawiam ciepło. PS kocham Cię jak siostrę, wybacz mi jeśli mój post sprawił, że zrobiło Ci się smutno czy coś.
OdpowiedzUsuń