Co zamierzam

Mam trzydziestkę na karku, męża i dwójkę dzieci. Do tej pory moje małżeństwo było bardzo udane. Prawie bez kłótni, mało napięć i rozumieliśmy się bardzo dobrze . Znajomi nam zazdrościli, że mimo naszych schorzeń i trudów dzieciństwa tak nam dobrze wszystko idzie. Do czasu...
Kilka miesięcy temu zmieniłam pracę.  Ze zwykłej sprzątaczki zamieniłam się w pracownika biurowego. Praca ideał. Nie za trudna, interesująca i zespół pracowników młody.  I atmosfera na luzie. Praca ideał.
Byłam bardzo szczęśliwa móc pracować w takim miejscu.
Niestety szczęście ma swoje dwa końce.  Zakochałam się do nie przytomności w jednym z kolegów  z biura i być może z wzajemnością.
Dlatego chcę o tym pisać, wyrzucić to z siebie i starać się nie popsuć swojego małżeństwa. Nie chcę by dzieci miały rozbita rodzinę  a byłaby naprawdę całkowicie rozbita, bo mąż pochodzi z innego miasta. Zamieszkał tu że względu na mnie. Gdyby to się sypło, ja zostałabym z jednym dzieckiem tutaj, a on z drugim w dalekiej części kraju. Ze względu na swoją przypadłość nie dałabym rady zajmować się sama dwójką małych dzieci. Zresztą tyle chwil przeżyliśmy wspólnie z mężem i tych dobrych i tych złych (ta sytuacja jest najgorsza z możliwych), że szkoda to wszystko niszczyć.  Pracowaliśmy nad tym związkiem bardzo długo, budowaliśmy wszystko od całkowitego zera, że teraz ja miałabym to wszystko zniszczyć bo zakochałam się w kimś innym???!!!!

Tak więc tak mniej więcej wygląda moja sytuacja. Gdy w pracy jestem nie mogę oderwać od niego oczu. Często pracujemy obok siebie, gdy nasze spojrzenia się spotykają wpatrujemy się w siebie dosyć długo, uśmiechamy  się do siebie jak tylko przechodzimy obok siebie, a przynajmniej jeszcze niedawno tak było... Teraz codziennie jest mieszanka uczuć i emocji. Zerkamy na siebie, usmiechamy się a po chwili on robi się smutny, unika mojego wzroku, unika mnie samej, by po chwili znów się do mnie uśmiechnąć i patrzeć przenikliwie w moje oczy.
Ja wtedy wariuje, ogólnie jestem niestabilna emocjonalnie, a to działa na mnie jak jakiś dynamit....
Coraz częściej palę bo nie mogę tego wytrzymać.  Jestem mega szczęśliwa gdy on na mnie spojrzy i mega smutna gdy mnie olewa. Myślę, że dlatego on tak to robi bo zdaję sobie sprawę, że mam rodzinę . I gdy próbuje zawalczyć z tym uczuciem to mnie ignoruje a gdy uczucia są zbyt silne to wtedy się uśmiecha do mnie tym ciepłym spojrzeniem. Widzę, że on też sobie z tym nie radzi. Coraz częściej widzę go smutnego i akurat wtedy gdy mnie ignoruje by za chwilę szeroko się do mnie uśmiechać....

Wszystko zaczęło się mniej więcej miesiąc temu. Gdy szefowa zleciła mi bym mu w czymś pomogła.  Wcześniej nie zwracaliśmy na siebie uwagi mimo, że jego biurko sąsiaduje z moim.

Więcej później napiszę ...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozmowa ze sztuczną inteligencją

Psychoterapia

Ukochany Mikuś