Ukochany Mikuś

 Bardzo się boję. Jutro mój Kochany Mąż będzie miał konsultacje ortopedyczną w Otwocku. Niedawno był u innego specjalisty, który zdiagnozował mu zwyrodnienie stawu biodrowego i zlecił operację. Mamy nadzieję, że jednak się pomylił, stąd ta druga konsultacja. Poza tym operację by miał też w Otwocku, więc dobrze by w przychodni przyszpitalnej też by ktoś go zbadał. Kiedyś jak M. był nastolatkiem, zachorował na raka w biodrze. Rak był niezłośliwy i w tym Otwocku zrobili mu zabieg i do tej pory było wszystko ok...

Ja się cholernie boję o Michała, nie tylko o operację. Ciągle się martwię, że będzie miał wypadek, że zginie, że umrze. Bardzo go kocham, ale to już od lat nie daje mi spokoju. Nie potrafię cieszyć się chwilą z nim. Wspólnym spędzaniem czasu, wychodzeniem gdzieś razem, wspólnym sprzątaniem, czy wychowywaniem razem dzieci. Ciągle myślę o nim, że coś mu będzie, a teraz ta operacja... Boję się bardzo, że coś się nie uda, że nie obudzi się po narkozie.

Nie widzę świata poza nim, z całego serca nie chcę go stracić! Mam nadzieję, że Bóg do tego nie dopuści.

On też ogromnie opiekuję się mną i dziećmi. Boję się, że jakby go zabrakło nie było by również dzieci, a ja bym się zabiła. Nie miała bym po co żyć, ale także i nie umiała... Ja potrzebuję kogoś do opieki, jestem osobą chorą potrzebuję wsparcia. Nie poradzę sobie bez niego z tym trudnym życiem!

Mikuś żyję a ja ciągle myślę tak jakby go miało nie być! To straszne! Nienawidzę siebie za to! Nie cierpię tego, że jestem taka nieporadna i potrzebuję pomocy w funkcjonowaniu...

Bóg mi dał wielkie szczęście. Jak poznałam M. mój świat całkowicie się zmienił. Przestałam zapijać smutki na imprezach, przestałam tulić się do obcych osób... Były pewne upadki, ale zmieniłam się i nie chcę być taka jak dawniej. Dzięki niemu stałam się lepszym człowiekiem i też trochę pogłębiłam wiarę w Boga. Nasze dzieci są Naszym błogosławieństwem, nie mogę tego wszystkiego stracić. Bóg dał mi rodzinę, męża i dzieci. Mam nadzieję, że Bóg mi ich nie odbierze...

Opisuję swój najgorszy lęk, który ciągle we mnie mieszka, lęk który czasami się nasila a czasami nie. Cholernie bałam się jak była pandemia. Nie pozwalałam M. Wychodzić na dwór. To ja robiłam zakupy. Okropnie się boję też wojny, że go stracę!

Komentarze