Akceptacja

 W przedszkolu wolałam bawić się z chłopcami. W dziewczynkach coś mi nie pasowało. Pamiętam że miałam dwóch kolegów z którymi lubiłam spędzać czas. Mimo pierwszego molestowania w wieku około 3 lat nie bałam się chłopców. Zmieniło się to już przy podstawówce, w tym okresie byłam molestowana poraz drugi. Wtedy nie lubiłam chłopców, miałam co prawda w klasie kilku kolegów których lubiłam, jednak gdy tylko pomyślałam o tym że chłopacy mają siusiaki, czułam obrzydzenie i na chwilę przestawałam ich lubić..

W klasach pierwszych miałam dwie ulubione koleżanki. W drugiej klasie podstawówki miałam nawet chłopaka. Po wakacjach jak przyszły nowe dzieci do klasy to całkowicie mnie olał i "zostawił" mnie dla innej.

Moje koleżanki pokolei nie zdawały i od 4 klasy byłam kompletnie sama, na uboczu klasy. Nawiązywały się przyjaźnie ale nie brałam w tym udziału. Dzieci w końcu spostrzegły, że jestem inna, że na uboczu, że z nikim się nie przyjaźnie i zaczęły mi dokuczać. To były szczeniackie zagrania ale jednak były, ale mimo to lubiłam chodzić do tej szkoły, choć pod koniec podstawówki zaczęłam w kratkę chodzić do szkoły.

Pojawiło się piekielne gimnazjum. Już na starcie byłam stracona bo zakolegowałam się z dziewczyną, której nikt nie lubił. A że ja byłam osobą zupełnie nową to prawie całą agresją, która była skierowana w nią została skierowana na mnie... Ja i Laura byłyśmy odludkami, z boku całej klasy. Czułam niechęć nie tylko przez kolegów z mojej klasy ale przez kolegów z innych klas a nawet przez grono pedagogiczne, które podobnie jak dzieciaki uważali mnie za upośledzoną... Ale o tym był już inny post.

Tak więc przemoc psychiczna w szkole, piekło w domu, nic dziwnego, że w końcu popadłam w depresję i przestałam o siebie dbać.  Bardzo rzadko się kąpałam czuć było ode mnie nieprzyjemny zapach, chodziłam rozczochrana i jeszcze bardziej przez to mi dokuczali ja miałam myśli i czyny samobójcze. To dziwne, że nikt, żaden nauczyciel nie zareagował odpowiednio na to, że na pierwszy rzut oka widać że mam depresję, nawet szkolny psycholog do którego uczęszczałam, nawet matka która na to samo chorowała, nie zwróciła uwagi, że również na to cierpię...

Chciałam pokazać zależność. Jak zmieniałam się przez ten okres dzieciństwa i okresu nastoletniego. Najpierw w pierwszych latach miałam paru znajomych potem w okolicach drugiego molestowania miałam ich mniej i zamykałam się na kontakty coraz bardziej. W gimnazjum nastąpiło zupełne dno gdzie tylko dwie osoby mnie lubiły. Nadszedł czas technikum gdzie na początku mogłam mieć kontakt z prawie każdym z klasy. Pierwszy raz choć na chwilę poczułam się zaakceptowana przez klasę, ale do czasu.... Nie wiem jak kto się stało, ale w końcu z rówieśnikami znów zaczęła się jazdą pt. gnębimy Blankę.. Bo za gruba, bo sepleni... 

W technikum jednak posiadałam swoją paczkę znajomych, były to na ogół osoby odrzucone przez resztę klasy z takich czy innych powodów ale jednak miałam znajomych... Z nielubianej Blanki zaczęło mnie parę osób lubić. Ale oprócz tej paczki w klasie rozpętało się piekło, znów byłam prześladowana przez rówieśników, może już nie w tak drastyczny sposób ale jednak. W tym okresie zaczęłam pierwszą taką naprawdę moja terapię i trafiłam pierwszy raz do psychiatry. Co nie zmienia faktu, że znów pojawiła się u mnie depresja, nauczyłam się chlastać i odurzać lekami... I  trafiłam do Kąta. Do wyjątkowej szkoły. Gdzie podobnie jak ja ludzie byli wyrzutkami, chorowali psychicznie, doznali w przeszłości przemocy czy seksualnej czy innej  itp. I TA SZKOŁA ZMIENIŁA MI ŻYCIE. Poznałam podobnych do mnie, również z przeszłością, naprawdę czułam się w pełni akceptowana, poznałam wspaniałe osoby z którymi mam kontakt, zaczęłam wchodzić w pierwsze związki miłosne, no poprostu odżyłam. Po Kącie trafiłam do policealnej szkoły, gdzie znów byłam na uboczu grupy, ale nie przejmowałam się tym bo nikt mi nie dokuczał i czułam, że mimo, że jestem z boku to mnie lubią. Ale czułam, że nie pasuję tam i zrezygnowałam z tej szkoły by znaleźć się w innej choć trochę w kierunku psychologicznym bo o tematyce uzależnień, gdzie również poznałam wspaniałych ludzi z problemami. Co prawda nie nawiązały się w tej szkole jeśli chodzi o mnie przyjaźnie, ale wszystkich lubiłam i oni mnie też.

A teraz jestem dorosła, mam męża, mam dzieci, mam przyjaciół, znajomych, czuję się w pracy prawie przez wszystkich akceptowana i mimo, że cały czas leczę się psychiatrycznie jest ok i na dzień dzisiejszy jestem zadowolona ze swojego życia.

Komentarze

  1. Tez mialam pieklo w szkole i w domu, masakra.
    Teraz jest lepiej.
    Dobrze, ze u Ciebie tez.
    Pozdro, trzymaj sie

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozmowa ze sztuczną inteligencją

Psychoterapia

Ukochany Mikuś