Trauma
Na terapii rozmawiamy głównie o moich traumach z dzieciństwa. Niestety tych traum i wpadania w depresję było naprawdę niestety sporo.
Na ostatniej sesji rozmawialiśmy o byciu upośledzonym czy nie byciu. Niby to oczywiście ale dla mnie do tej pory wcale oczywiste nie było. Od małego wmawiali mi a głównie matka, że ze mną jest coś nie tak, ona zabierała mnie w dzieciństwie do setki psychologów itp. między innymi do Samsona, który mnie molestował. Sprawę molestowań przerabiałam na dawnych terapiach, z tym nie mam problemu.
Otóż chodzi o to, że przez długi czas nie wiedziałam kim jestem. Jedni wmawiali mi upośledzenie, inni że jestem całkiem zdrowa. Matka zaliczała się do tych pierwszych. Byłam m.in w gimnazjum z oddziałami integracyjnymi. Trafiłam do niej przez głupi ale znaczący przypadek. Byłam w poradni psychologiczno pedagogicznej i tam kazali mi robić testy na inteligencję i nie tylko. A ja przez Samsona nienawidziłam wszystkich psychologów, pedagogów itp i te testy wypełniałam byle jak, wszystko po to by jak najszybciej wyjść do domu. No i oczywiście wyniki wyszły tak jak wyszły i dali mnie do takiego gimnazjum...
Tam buntowałam się próbowałam udowodnić, że jednak jest że mną ok, nikt mi nie wierzył a nawet pani pedagog specjalna powiedziała mi wprost, że niby jestem upośledzona. Nie mogłam liczyć na wsparcie nikogo z personelu, z rówieśnikami było też ciężko bo przez moją nadwagę, seplenienie a także to, że byłam po tej stronie osób chorych strasznie mi dokuczali... W domu z matką to było piekło, ciągle mówiła że mnie nienawidzi, ciągle też się ze sobą kłóciłyśmy, albo odwrotnie była cisza i nie zwracanie na mnie uwagi. Byłam albo jej wrogiem albo byłam jej obojętna...
Miałam przez to wszystko myśli a nawet próby samobójcze!
Także największą moją traumą jest to że do tej pory nie wiedziałam czy jestem upośledzona czy nie, dla mnie do tej pory najgorszą przypadłością nie jest choroba psychiczna czy autyzm, najgorszą rzecz to bycie niesprawnym intelektualnie. Gdybym to miała życie wywróciło by mi się do góry nogami, sądzę że znów wpadłabym w depresję...
Po ostatniej sesji zrozumiałam jedno. Że może i w dzieciństwie miałam objawy powiedzmy upośledzenia, gdyż matka mnie strasznie zaniedbywała w różnym tego słowa znaczeniu. Nie chcę mówić o tych moich "objawach" bo bardzo się ich wstydzę, ale naprawdę niekiedy nienormalnie się zachowywałam. Odżyłam dopiero gdy poszłam do Kąta, czyli Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii. Zamieszkałam w hostelu i odciełam się w ten sposób od toksycznej matki i stałam się w pełni nastolatką. Drugim moim odrodzeniem było zamieszkanie z mężem już bez matki (po Kącie musiałam wrócić do mieszkania z matką) poczułam się naprawdę w pełni sobą , odżyłam tak naprawdę, mieszkając z kimś kto mnie w pełni akceptuje. Mąż i dzieci nadały sens mojemu życiu, a ja przy nich rozkwitłam...
Podsumowując: matka i inne toksyczne osoby mnie bardzo zaburzyły, miałam objawy takie a nie inne, ale rozkwitłam wśród empatycznych kochanych ludzi i te zaburzenia mi mineły ( nie mówię tu o CHAD czy Borderline), a więc gdybym naprawdę była upośledzona, tamte objawy by nie odeszły. Z tego się ogromnie cieszę! Że mam tylko dwubiegunówkę i bordera, a nie mam tego co byłoby dla mnie najgorszym koszmarem.
P.S.
Link do tego posta daję tylko do kilku zaufanych osób, bo naprawdę to bardzo ciężki i wstydliwy dla mnie temat.
Komentarze
Prześlij komentarz